Głód dotyku i lęk przed spotkaniem
Kolejny zamknięty projekt. Uznanie, gratulacje, awans. Wysoka fala sukcesu unosi się przez cały dzień.
Ona / Drzwi mieszkania zamykają się, cisza uderza niemal fizycznie – Koniec braw, koniec roli. Szpilki lądują w kącie.
I to pytanie: co zrobić z resztą wieczoru, by ta pustka nie zaczęła boleć?
Telefon. Może on dzisiaj napisze? Może w końcu zapyta, jak minął mi dzień? Opowiem mu, co mi się dzisiaj udało.
Miasto powoli pogrąża się w mroku, migoczą sennie światła latarni za oknem, głucha cisza oczekiwania.
A może ja napiszę?
On / Ciężki dzień, presja, zmęczenie – potrzeba natychmiastowego resetu.
Wreszcie luz, żadnego wysiłku, żadnych zobowiązań.
Pytanie: Jak podbić ten wieczór, żeby poczuć się lepiej?
Telefon – aplikacja – scrollowanie twarzy.
Chwilę później wiadomość od Niej: Co u Ciebie?
Krótka kalkulacja (Okej, wchodzę w to): U mnie w porządku. A u Ciebie? / Co miałaś dzisiaj na sobie? / Co miałaś pod spodem? / Wyślij zdjęcie / Pokaż więcej / Jesteś super / To na mnie działa.
Ekscytacja – gratyfikacja – wirtualna namiastka spotkania.
ON / Wybacz, muszę kończyć, jutro wcześnie wstaję.
Szybki prysznic, ustawienie budzika – dzień kończy się przyjemnie.
ONA / Ok, nic się nie stało, pogadamy następnym razem.
Kilka niewygodnych myśli, które próbują dojść do głosu. Głowa wtulona w poduszkę – jeśli szybko zasnę, nie będę tyle myśleć, a może jutro coś się zmieni (?).
Powoli zasypia, z nieco większym ciężarem pod zmęczonymi powiekami.
…
W wieczornej ciszy, po sesjach i notatkach, gdy światło monitora w końcu gaśnie, zostaję z tymi historiami.
Słuchając w ciągu dnia, o zranionych nadziejach i złamanych sercach widzę powtarzające się wzory doświadczeń i zjawiska, rysujące pewien obraz współczesnej bliskości, która lubi chodzić na skróty, jednak wciąż z oczekiwaniem efektów długodystansowych.
W naszej codzienności, kochającej szybkie tempo, nieustanny rozwój i algorytm idealnego dopasowania, coraz częściej chcemy natychmiastowej ulgi, bo drastycznie brakuje nam miejsca na ciszę i odroczoną przyjemność, które dają szansę na prawdziwe spotkanie. Intymny dotyk, to dziś luksus czasu i cierpliwości – to dowód prawdziwej, relacyjnej odwagi, w której mieści się zgoda na pauzę, na ciekawość drugiego człowieka i uznanie, że nie na wszystko mamy gotową odpowiedź. Dzisiejsza bliskość to taka bliskość instant, która działa jak to plaster na głęboki głód bycia naprawdę usłyszanym. Tęsknimy za nią, ale boimy się zatrzymać i otworzyć, obnażając z tego, co niedoskonałe.
Widzę to niestety coraz częściej w gabinecie – we łzach kobiet, które handlując wirtualnie fizycznością, liczyły na swój mały happy end, ale też w zagubieniu mężczyzn, rozdartych między szybką ulgą a trudem autentycznego spotkania.
Czego tak naprawdę potrzebujemy do bliskości w czasach instant, w których jednym kliknięciem można załatwić niemal wszystko?
Może tego, żeby przypomnieć sobie czasem, że nie jesteśmy jednak botami, tylko żywymi ludźmi, którzy potrzebują oddechu, by móc naprawdę poczuć drugą osobę.
Tam, gdzie kończy się technologia, a zaczyna po prostu bicie serca.
