Powiedziałeś mi, kim jestem
Słowa utworu Mary of Gold uderzają prostotą: „Thank you for the pain, told me who I am”. W oryginale to podziękowanie skierowane do drugiego człowieka – kogoś, kto zadał ranę i stał się fundamentem wewnętrznej siły. Jednak z perspektywy mojej pracy i prywatnych przeżyć, które stały się ważną częścią mojego doświadczenia wynika, że trzymanie się adresata bólu – jakkolwiek, choćby w formie podziękowań za prywatną sprawczość, bywa największą przeszkodą w prawdziwym procesie zdrowienia, który powinien zostawić coś więcej niż tylko poczucie: wygrałam/wygrałem z…
Koncentrując uwagę na osobie, która ból zadała, tracimy to, co najcenniejsze – prywatnie przeżywaną lekcję, która płynie z samej kondycji cierpienia. Analizowanie: dlaczego ktoś coś zrobił lub: dlaczego jest jak jest, więzi nas przy ludziach, w przeszłości lub okolicznościach. Odwraca naszą uwagę, kierując ją na zewnątrz.
Ból nie zawsze ma twarz. Bywa dojmujący, gdy płynie z braku obecności – z dotkliwie przeżywanej samotności istnienia, z okoliczności życia, które nie chcą poddać się wpływowi naszej woli i ukształtować wedle naszych życzeń. Czasem płynie z samej egzystencji. To skupianie się na sprawcy bólu – nawet jeśli tym sprawcą jest samo życie, np. choroba, brak czy strata, której nie da się fizycznie niczym zapełnić, odbiera nam szansę na prawdziwe jego zrozumienie i poczucie, co obnaża w naszym wnętrzu. Ból to najczystsze źródło wiedzy, które dotyka naszych najczulszych miejsc. To on mówi nam kim jesteśmy, jeszcze zanim zdążymy uwierzyć w to, co próbują wmówić nam inni. Najpiękniejszym efektem przeżywanego bólu jest wgląd w najgłębsze fundamenty naszego prywatnego istnienia. Wgląd to jednak nie to samo co po prostu wiedza. Bo możemy całe życie kolekcjonować intelektualne oświecenia, płynące z ekranów telefonów, czy słuchać pięknych, filozoficznych przypowiastek o cierpieniu, budując bezpieczną wieżę wiedzy – stając się teoretykami bólu.
Prawdziwa zmiana nie dzieje się za sprawą samej wiedzy, ale też w tym ciele, które w momencie, gdy ból przestaje być tylko tematem do analizy, a staje się dotkliwie przeżywanym doświadczeniem, zaczyna dziać się prawdziwa praca i integracja, która opiera się na realnym metabolizmie cierpienia. Wiedza o bólu to tylko informacja. Poczucie bólu, któremu towarzyszy prywatna analiza, to początek wolności.
Pisząc o bólu nie mogłabym nie wspomnieć o przepięknych słowach Harukiego Murakamiego, które w efekcie moich własnych zmagań, uczyniłam w pewnym sensie mottem swojego życia i fundamentem mojej pracy. Czego uczy nas Haruki? Mówi on, że „ból jest nieunikniony, ale cierpienie jest wyborem”. To od nas zależy więc, co zrobimy z tym, co nas spotkało. Czy wyciągniemy z bólu lekcję, nadając mu wartość i przekuwając go w nową tożsamość, czy ugrzęźniemy w syndromie wiecznej ofiary, przeżywając go bez końca i pomstując na życie lub szukając ukojenia tam, gdzie go nie ma.
Kończąc tę refleksję wrócę do przywołanej we wstępie piosenki. Gdybym więc miała zmienić jej tekst tak, by w pełni oddawał istotę cierpienia, mógłby on brzmieć np. w ten sposób:
Dziękuję ci, bólu.
To ty wyznaczyłeś moje granice.
Pokazałeś mi, co jest we mnie żywe, a co było tylko rolą graną dla świętego spokoju lub dla otoczenia.
Dzięki tobie cudze definicje na mój temat straciły swoją moc.
Okazało się, że to, co inni brali za moją słabość, stało się fundamentem mojej najprawdziwszej siły.
…
