breadcrumbing popr

Zakładniczki własnych nadziei.

Jak działa breadcrumbing?

 

Mijają godziny, telefon w zasięgu Twojego wzroku, kątem oka skanujesz wyświetlacz i wciąż czekasz. Jakby od siły Twojego spojrzenia zależało, czy ściągniesz tę wiadomość wzrokiem. On jednak milczy – jak zaklęty. I tak w sumie od tygodni.

Znasz ten scenariusz?
Być może znasz, a jeśli tak, to wierz mi, nie jesteś sama. Być może dzisiaj, ktoś również  czeka w nadziei, na jakąś wiadomość, która prawdopodobnie nie nadejdzie. 

Pierwsza randka była magiczna, prawda?
Obiecał wspólny weekend, sypał komplementami, a Ty poczułaś, że „to jest to” – tym razem na pewno.
Bliskość, zachwyt, czułe słówka, odezwę się jutro, a potem?
Cisza – długa i bolesna, przerywana momentami uwagi – chwilami obezwładniająca. 

Najpierw kilka dni bez znaku życia, po których przychodzi nagle krótki SMS lub wiadomość na czacie: Co tam? Myślałem o Tobie.
I znów cała płoniesz, analizujesz każde słowo. Szybka wymiana obiecujących wiadomości, z których ostatecznie nic nie wynika.
Scenariusz powtarza się wielokrotnie: jego wiadomość – Twoja wiadomość – cisza i długie oczekiwanie.
Ale Ty czekasz na ciąg dalszy, cierpliwie, sprawdzasz status online, usychasz z tęsknoty. 
I znowu to samo – pojawia się wiadomość.
W głowie wiruje od domysłów i scenariuszy –  odpisujesz z pełnym entuzjazmem, ale… nic się nie dzieje.
Dni mijają, a Twój SMS wisi w próżni.
Myślisz: ok, może jest zajęty / na pewno praca / może ma ciężki czas…  itd. 
Tłumaczysz go przed samą sobą – wielokrotnie – może nawet czując, że to tylko desperacka próba uzyskania jakiejkolwiek odpowiedzi.
Ale Ty jesteś wytrwała i nie oceniasz – Ty rozumiesz – że życie bywa trudne, że zdarzają się pewne okoliczności, że ludzie dzisiaj nie mają tyle czasu, co kiedyś i… czekasz dalej.
Mija tydzień lub dwa, zaczynasz się niecierpliwić, martwić: Może coś mu się stało? / Może powinnam zapytać?
Tak bardzo pragniesz tej rozmowy, więc w końcu pytasz, ale jego telefon jest głuchy na Twoje pytania.
Następnego dnia dostajesz suchą odpowiedź: U mnie ok, a u Ciebie?
Czujesz się jak zbita z tropu, ogarnia Cię smutek, w głowie pojawia się myśl: Czyżby to nic dla niego nie znaczyło? Po co były te wszystkie słowa?
Dwa dni później czytasz: Cześć, śniłaś mi się dzisiaj.
Umysł przyjmuje to z ulgą i niedowierzaniem, czujesz lekką nerwowość. Z tyłu głowy wciąż tkwi to pytanie: Co to wszystko dla niego znaczy? I ta myśl: Zapytać – nie zapytać?
W końcu zbierasz się na odwagę i wyrzucasz to z siebie: Dlaczego się nie odzywałeś?  SMS bez odpowiedzi.
Mija dzień, tydzień, dwa tygodnie i nagle on pisze, pełen entuzjazmu – zupełnie tak, jakby posklejały mu się dwa tygodnie kartek w kalendarzu, w dodatku razem z Twoim pytaniem. Twój mózg zaczyna wpadać w obłęd, jednak ten nagły przypływ uwagi nieco koi niepokój: Może on nie dostał tego SMSa, albo przeoczył wiadomość?
W głębi serca wiesz, jaka byłaby odpowiedź, ale stawka jest już za wysoka.
W środku Ciebie toczy się już zaawansowana walka, którą usilnie uzbrajasz w pancerz sztucznego opanowania.
Schemat więc trwa, a gra zaczyna przybierać niebezpieczny obrót.
Zaczynasz rezerwować weekendy dla nieobecnego faceta. Zbywasz przyjaciół, bo: co jeśli on akurat wtedy napisze?
Pamiętasz tamto: Szkoda, że Cię nie ma, mogliśmy się spotkać  –  i ten żal do siebie:  Mogłam jednak zostać.
I tak powoli stajesz się zakładniczką własnej nadziei. Z dnia na dzień coraz bardziej zaczynasz pilnować własnego więzienia – rezygnując z życia, byle nie przegapić momentu, w którym on być może sobie o Tobie przypomni.
Tyle że on… jest wciąż niedostępny.

Ktoś mógłby pomyśleć, że to po prostu smutna historia, o źle zainwestowanym uczuciu lub naiwnej nadziei, ale co tak naprawdę tutaj się stało?

Jeśli znasz ten scenariusz ze swojego życia, to Twój mózg pewnie przez tygodnie trawił ogień pytań, by to zrozumieć, domknąć temat – nie z przekornego uporu i nie dlatego, że jesteś naiwna czy głupia, bo to po prostu tak działa. I niestety nie tylko tak, bo jest jeszcze druga, gorsza strona tego medalu, która w takich okolicznościach dokonuje znacznie większego spustoszenia. Ważne jednak byś wiedziała, że potrzeba domknięcia tej historii nie czyni Cię ślepą na fakty czy głupią, a paradoksalnie świadczy o tym, że funkcjonujesz zupełnie zdrowo.  Bo to nie jest tzw. „trudna miłość”, coś co można by wrzucić w status „to skomplikowane”. Ta druga strona medalu to coś, co psychologia określa mianem wzmocnienia przerywanego, czyli najskuteczniejszego mechanizmu uzależniającego, tzw. mechanizmu hazardzisty, który w „Jego” rękach wrzuca Twój mózg w pułapkę układu nagrody.

Ludzki mózg nie odróżnia takiej emocjonalnej gry od automatu w kasynie – neurobiologia zaczyna tu działać na usługach  hazardu.  Wiara w wygraną każe obstawiać dalej mimo przegranych. Poziom dopaminy rośnie i staje się najwyższy w trybie obietnicy – gdy nie masz pewności, czy nagroda nadejdzie, ale może być na wyciągnięcie ręki. Pamięć tych pięknych momentów razem jest wciąż żywa i karmi złudzeniem powtórki. Jesteś więc na biochemicznym głodzie i liczysz na ten magiczny jackpot. Każdy okruch uwagi potencjalnie wydaje się zbliżać Cię do wygranej  lub działać jak częściowa wygrana, która zalewa Cię falą ulgi – że to nadal trwa, że to dowód bliskości. Ale to nie jest bliskość – to tylko uśmierzenie bólu odstawiennego.
Jeśli  więc byłaś lub jesteś w takiej sytuacji, możesz myśleć: przegrałam, ale to nieprawda.
Twoja wygrana zaczyna się wtedy, gdy odchodzisz od stołu. Wygrywasz, gdy przestajesz grać. Gdy odkładasz karty, odsuwasz krzesło i wychodzisz  z tego dusznego kasyna na świeże powietrze.
Jasne, że trudno jest uznać, że gdyby chciał się ze Tobą spotkać, zapytałby, kiedy możesz,  jak i to, że być może dla niego, to nic nie znaczyło. Można myśleć, że takie słowa dowodzą porażki. To jednak nie jest porażka, a dowód najwyższego samozaopiekowania. Ten moment, w którym przyjmujesz tę bolesną prawdę uwalnia Twoje serce i Twoją nadzieję. Przestajesz pilnować swojego więzienia i wracasz do życia, z tymi, którzy realnie chcą w nim być i którym na Tobie zależy.
Twoje ciało przestaje płonąć, umysł ogarnia spokój, a Ty możesz wreszcie swobodnie oddychać.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *