Syndrom Piotrusia Pana w dorosłym związku
Ostatnie momenty wieczoru. O pracy i porządkach w domu zdążyła już zapomnieć.
W okularach odbija się niebieska poświata arkusza kalkulacyjnego. Wpatrzona w monitor stara się nie przeoczyć żadnego wydatku.
Na to tyle, na tamto kolejne kilkaset złotych, zepsuta pralka, weterynarz, zakupy.
Głośno myśląc układa wszystko w całość. W grafiku ląduje kolejna sprawa niecierpiąca zwłoki. Musi pilnować bardzo uważnie, by godziny załatwień nie skleiły się ze sobą, bo co wtedy i kto to odkręci (?)
Gdyby tylko mogła mu to oddelegować, byłoby inaczej. Ale nie może, bo potrwa to co najmniej pół roku, a przecież nie będzie w tym czasie prać ubrań w rzece…
Zapisuje numer do serwisu – zadzwoni tam z samego rana.
Nagły dźwięk telefonu wyrywa ją z letargu logistyki. Chyba niechcący przywołała go myślami. Otwiera zdjęcie gór, z soczystym uśmiechem pod tekstem: Patrz, jakie piękne widoki! / A Ty co robisz? / Ok, my teraz idziemy na ognisko. / Ale po co tym się przejmujesz? / No przecież jakoś się ogarnie.
Zastyga czytając te ostatnie słowa, które od lat są jak mantra w tym związku.
…
Postać Piotrusia Pana stworzył szkocki powieściopisarz i dramaturg J.M. Barrie w 1902 roku. W jego powieści główny bohater żyje w Nibylandii – krainie, gdzie nie istnieje czas, obowiązki ani starość, a sam Piotruś, wraz z innymi chłopcami przeżywa przygody, dosłownie bujając w obłokach. W tle tej historii rysuje się postać Wendy, dziewczynki, która mieszka w podziemnym domu, sprząta, gotuje i ceruje im skarpetki, stając się zastępczą mamą. Wendy trafia więc do Nibylandii nie po to, by przeżywać przygody, choć w sumie zaczęło się od uskrzydlającego pocałunku. Ona dostaje rolę partnerki-matki dla głównego bohatera, ale też opiekunki dla pozostałych „Zaginionych chłopców”, mając tym samym ogarniać prozę życia. Sam główny bohater nie ma do tego głowy, a wręcz ma dość krótką pamięć i zapomina o wielu sprawach – gubi nawet swój cień, który dziewczynka próbuje mu z powrotem przyszyć, ale on ostatecznie w końcu zapomina również… o samej Wendy.
Czy ta historia może brzmieć znajomo?
W 1983 roku psycholog Dan Kiley opublikował książkę The Peter Pan Syndrome: Men Who Have Never Grown Up, wprowadzając do mainstreamu termin „Syndromu Piotrusia Pana”, opisującego mężczyzn, którym trudno dorosnąć. To zasadniczo taka kategoria wiecznego chłopca, który zachowuje się tak, jakby nie czuł grawitacji życia i nie chciał widzieć swojego cienia, bo to nie jest atrakcyjne, beztroskie ani przyjemne.
Przechodząc do konkretów, zadajmy to pytanie: Po czym możesz jednak poznać, że Twój wybranek, to tak naprawdę Piotruś Pan w Waszym związku?
Zdradzi go na ogół kilka rzeczy, jak np. lęk przed zaangażowaniem, któremu towarzyszy pozorna swoboda i takie: „nie przeszkadzam” albo: „nie chcę ci się wtrącać”, jako uprzejma strategia na brak uczestnictwa. Często towarzyszy temu finansowe i organizacyjne „nic” – unikanie wspólnych przedsięwzięć, generujących koszty, czyli brak odpowiedzialności, przykryty zasłoną np. „Twojego projektu”. Co poza tym? Zazwyczaj ogólny brak inwencji w Waszym wspólnym życiu, ale bywa że współistniejący z jednoczesną inwencją w rozwój własnych pasji czy hobby. Piotruś Pan raczej nie będzie czuł się sprawczo i będzie unikał decyzyjności, deklarując to np. komunikatami: „nie da się”, „to jest poza moim zasięgiem”, ale też z częstym: „Ty zrobisz to lepiej”, czyli przerzucaniem ciężaru odpowiedzialności za działanie na kobietę. Ucieczka w Nibylandię to kolejny sygnał rozpoznawczy. Może to być hobby, atrakcje i aktywności rozrywkowe różnego pokroju – szybkie endorfiny, coś co daje niezbywalny prestiż i karmi poczuciem wyjątkowości. A sprawy codzienne? No cóż… nuda, która spada zazwyczaj na partnerkę. Ale on w tym wszystkim ma ten urok osobisty, którym posługuje się jak tarczą, bo Piotruś Pan potrafi być naprawdę czarujący. Jest na ogół bardzo miły i dowcipny, spokojny i niekonfliktowy, wręcz nieszkodliwy. Nie będzie Ci więc przeszkadzał w życiu, zwłaszcza w konfrontacji z tym, co trudne. I tak jak w tej bajce, gdzie dziewczynka zostaje wepchnięta w rolę dorosłej opiekunki, tak, w takim związku, będziesz jedynym dorosłym, a często matką dla swojego partnera, który chce tylko beztrosko latać, podczas gdy Ty będziesz trzymać wspólne życie za sznurki, żeby mieć pozorny spokój, a on nie spadł z wysokości. W tym układzie stajesz się więc, poniekąd, bezpiecznym buforem między nim a brutalnym światem.
Dan Kiley wymienia jeszcze inne, ważne rzeczy, o których myślę że warto dodatkowo wspomnieć. Pisze o tzw. paraliżu emocjonalnym, czyli ucieczce w zamrożenie, żart lub udawanie, że nie ma problemu, w obliczu trudnych sytuacji. Kolejna rzecz to niezaradność społeczna i życie w trybie „jakoś to będzie” – bo wtedy to ktoś inny musi planować, przewidywać i zarządzać życiem. Do tego bywa, że jest jeszcze narcyzm, połączony z niską samooceną, bo choć na zewnątrz taki mężczyzna może wydawać się bardzo pewny siebie (szczególnie w swoich pasjach), to pod spodem często kryje się druzgocący lęk przed porażką. Dlatego woli nie podejmować trudnych wyzwań, bo coś przecież może nie wyjść i straci wizerunek zbudowany na tym poczuciu wyjątkowości. Często taki ktoś prezentuje też myślenie magiczne. Dla niego problemy rozwiązują się same lub „ktoś inny to załatwi”. Jeśli więc jesteś jego partnerką, to raczej będzie to Twoje – powtarzalne – zadanie.
Gdzie w ciele mieszka brak dorosłości?
Jakkolwiek wszystko to brzmi, Piotruś Pan nie jest złym człowiekiem. On po prostu zachowuje się jak dziecko i tak czuje się w swoim ciele. Czasem ma wręcz poczucie, że nie rozumie, czego od niego chcą Ci inni. Dorosłość odczuwa jako zagrożenie i więzienie, a pracę i obowiązki jak czystą opresję. Tkwi w stanie zamrożenia lub wyuczonej bezradności. Za to w ciele kobiety, uwikłanej w taki relacyjny układ, mogą toczyć się przeróżne rzeczy. Somatyczne objawy przeciążenia – napięcia w barkach i plecach, z poczucia dźwigania odpowiedzialności za dwoje. Chroniczne zmęczenie, wynikające z pełnienia roli dyrektorki operacyjnej wspólnego życia. Stan ciągłego czuwania w pracy układu nerwowego, bo przecież ciało musi być w ciągłej gotowości. Wiedząc, że jeśli puścisz stery, wszystko runie, tak naprawdę nie możesz odpocząć.
I teraz pytanie do Ciebie, czytelniczko tego tekstu. Bo być może Ty sama czujesz ciężar na ramionach, który nie należy do Ciebie. Może Twoja głowa pracuje na zdwojonych obrotach i reaguje chronicznym bólem, bo procesujesz za Was dwoje? Do tego dochodzi czasem poczucie utraty własnych granic, szacunku, godności. Czy coś z tego towarzyszy Ci na co dzień? Może być tego więcej – zarówno po stronie somatycznej, jak i emocjonalnej. A Piotruś Pan? No cóż. Podczas gdy Ty cierpisz, on zapewne nie pamięta co było wczoraj – nie myśli też o jutrze. Żyjąc w swoim „tu i teraz” nie musi się martwić o fundamenty i o dach relacji. Jeśli potrafi zgubić nawet swój własny cień, to nic dziwnego, że gubi też terminy, ustalenia czy obietnice. Dla niego nic nie ma realnej wagi.
Przywołując ten fragment o zgubionym cieniu, ciężko mi nie pokusić się o odwołanie do metafory jungowskiej, wg której cień, to ta część osobowości, która najmocniej kotwiczy nas w rzeczywistości, konfrontując z tym, co w nas najtrudniejsze i dając tym samym podstawę do rozwoju dojrzałości życiowej. Bez cienia Piotruś jest więc lekki i nieuchwytny, ale też niekompletny. I choćbyś próbowała mu go przyszyć, jak Wendy, to on niekoniecznie Ci za to podziękuje i weźmie odpowiedzialność za jego integrację w sobie i z rzeczywistością.
Najsmutniejszy moment bajki o Piotrusiu Panie, to chyba ten, w którym Wendy dorasta i opuszcza Nibylandię. Kiedy Piotruś wraca po latach przygód, nie rozumie, dlaczego ona jest dorosłą kobietą. Twój partner może więc się dziwić, że masz jakieś potrzeby, że może chcesz inwencji, zaangażowania, jakichś realnych zmian w relacji. Że może nie potrafisz już robić dobrej miny do tej gry, że nie masz ochoty na uśmiechy, gdy ten ciężar jest już dla Ciebie za ciężki. Dla niego zasadniczo czas stoi w miejscu, a świat powinien zawsze działać tak samo – jak w tej Nibylandii. Ale, jak sama nazwa mówi: Nibylandia jest trochę na niby, bo przecież czas nie stoi w miejscu.
Ty, w tej relacji, być może tracisz ten czas, zamykając sobie drogę do innych możliwości i realizacji własnego potencjału. Forsujesz swoje granice, tracąc energię na cerowanie kogoś, kto może odlecieć, jak tylko poczuje ukłucie igły.
A on? On karmi się złudzeniem, że może ciągle latać, nie czując grawitacji. Młodość w końcu przeminie, a bez poczucia sprawstwa i trwałych fundamentów, z czasem pojawia się lęk egzystencjalny, który manifestuje się na różne sposoby. Często pojawia się chroniczne poczucie pustki, gdy okazuje się, że nikt już nie chce cerować mu skarpetek, a on sam nie potrafi trzymać igły. Nawet jeśli mógłby długo tkwić w tym zaprzeczeniu, otoczenie i własne ciało z czasem zaczną przypominać o tym, że czas jednak płynie, a ucieczka przed odpowiedzialnością jest jak odraczanie wyroku, który i tak zapadnie.
Jeśli jesteś w relacji z Piotrusiem Panem i mimo wszystko chcesz w niej pozostać – bo jest uczucie, wspólne zobowiązania lub inne powody, na początek po prostu przestań cerować te skarpetki i dowozić wszystko za dwoje. Podziel obowiązki, choćby w tym nieszczęsnym Excelu i przywieś je na lodówkę. Oddeleguj mu konkretne zadania i rozlicz go potem z ich realizacji. Odpuść to, co jest dla Ciebie ponad stan i siły. Zwróć uwagę na to, co komunikuje Twoja ciało i potraktuj to jak informację. Jeśli Ty sama nie zadbasz o to swoje dobro, to pewnie to ciało w końcu się o Ciebie upomni. Nie ignoruj tego. Z partnerem staraj się rozmawiać o tym, co Ci przeszkadza, czego masz za dużo i gdzie czujesz się samotna. Może w tym dialogu dojdzie do przełomu i on zobaczy Twoją perspektywę. Jeśli kocha – tak jak mówi – może i on w końcu zacznie dowozić. Jeśli nie zacznie i w końcu to zobaczysz, nie będzie to przyjemne, ale będziesz miała jasność, co do tego, czy jego piękne słowa i deklaracje mają jakąkolwiek wartość.
…
© 2026 Anna Policht-Książek. Wszystkie teksty na blogu są chronione prawem autorskim. Jeśli chcesz skorzystać z moich treści lub je zacytować, zapraszam do kontaktu.
Tagi: Anna Policht, Anna Policht-Książek, Psychologia blisko codzienności, Psycholog Kraków, psychologia relacji, Syndrom Piotrusia Pana, Nibylandia, men who have never grown up, dorosły chłopiec w związku, współczesna Wendy, przyszywanie cienia, somatykę przeciążenia, ucieczka przed odpowiedzialnością, obecność w związku, równowaga w relacji
