modliszka2

Wracam do siebie.

Miłość jako akt zawłaszczenia 

 

Miasto pokrył mrok, z okien biura widać światła latarni. Dobiega już 22:00.
Przestrzeń sennie oddycha, tętniąc cichym szumem klimatyzacji.
Telefon wibruje intensywnie: Gdzie jesteś? / Kiedy wracasz?/ Tęsknię.
Ale on – jak co wieczór – wpatrzony jest w monitor.
Kolejny projekt niecierpiący zwłoki, więc to  imię, które jeszcze kilka miesięcy temu wywoływało uśmiech, dziś budzi tylko automatyczny skurcz w klatce piersiowej i zniecierpliwienie.
Kolejna wiadomość. Czemu milczysz?  Wkurzony odpisuje: Mam pracę, przecież mówiłem…
Odwraca telefon ekranem do dołu. Czuje narastającą złość i opór.
W myślach kłębią się gęste chmury: Dlaczego ona tego nie rozumie (?!) Przecież muszę pracować! Widzieliśmy się rano – bez przesady!
Nerwowo uderza w klawiaturę.

Jest świetny w tym, co robi, niemal perfekcyjny. Wszyscy go lubią – prawdziwy człowiek sukcesu.
Ten efekt nie powstał bez ciężkiej pracy i ogromnego poświęcenia.
Siedzenie po godzinach to taki  jego standard i trochę usprawiedliwienie, by utrzymać się na fali tego sukcesu.

Ale w relacjach? 

W relacjach jest jak zablokowany mechanizm.
Cofa się, gdy tylko czuje, że bliskość zaczyna robić się „ciężka”, powodować duszność, przez którą trudno mu oddychać.
Praca to jego najlepsza partnerka – jest prostsza w obsłudze, bo choć wymaga, to nie mówi, nie rozlicza.
Może ją zostawić kiedy chce i kiedy chce do niej wrócić – nie będzie musiał znosić pretensji, niczego wyjaśniać ani tłumaczyć.

Jako obraz do tej historii wrzuciłam modliszkę, ponieważ kiedyś, podczas wizyty u koleżanki i spaceru po miejskim parku uderzyła mnie ogromna figura modliszki, którą tam zobaczyłam. Jej sylwetka i rozmiar zrobiły na mnie naprawdę spore wrażenie. Ale w sumie taka powinna być modliszka. Wielka i przerażająca – grożąca partnerowi pożarciem. Wtedy zrobiłam jej zdjęcie, ale niestety chyba pożarła go moja galeria 🙂 więc tamta sytuacja i figura posłużyły mi dziś po prostu jako inspiracja, co może być dobre do ilustracji tego tekstu. Modliszka świetnie tu pasuje – nie wiem, czy już to czujecie.
Jej biologiczna natura mówi wprost: Pożrę Cię, jak tylko się do mnie zbliżysz, ale chodź, chodź, najpierw będzie fajnie, zapraszam. 

W relacjach taki mechanizm niekoniecznie musi wystąpić, bo raczej żadna partnerka nie chce dosłownie zjeść partnera, którego potrzebuje i kocha. Jeśli ma zdrowe zamiary, to często chce po prostu bliskości.  Ta bliskość bywa jednak czasem dla kogoś równoznaczna z pożarciem, gdy nauczony był np., że jej obecność równa się brak prawa do własnej przestrzeni, a w tle do tego było: Kocham.
Jeśli masz takie doświadczenia z dzieciństwa, to bliskość z partnerką możesz widzieć jak bliskość z modliszką.
Zagraża integralności, zagraża poczuciu „ja”, budzi głęboki lęk przed utratą prawa do siebie.

Mężczyzna z historii nie jest więc „zły” ani „nieczuły” – on po prostu się chroni.
Na sesjach czasem wygląda to tak: nic nie czuję / trudno mi się zaangażować / trudno mi coś poczuć. Więc to, co na zewnątrz wygląda na chłód, wewnątrz jest tak naprawdę strategią przetrwania, która kiedyś uratowała tego małego chłopca lub tę małą dziewczynkę, przed skutkami nadmiernej ekspozycji na emocje i potrzeby rodzica. Bo jeśli np. mama, często szukając wsparcia w obliczu własnej samotności lub braku partnera, wlewała w Ciebie swoje lęki, smutki i potrzeby, to Twoja psychika musiała znaleźć własny wentyl bezpieczeństwa. Nie miałeś mocy przerobowych, by udźwignąć emocje osoby dorosłej, bo byłeś dzieckiem, więc wyłączyłeś czucie. Wtedy to była dobra tarcza, ale przez nią dziś, jako dorosły, wchodząc w relację, nieświadomie boisz się powtórki. Boisz się np., że ta piękna kobieta, która chce Cię wziąć w ramiona, tak naprawdę może Cię w tym uścisku udusić. Zawłaszczyć sobie Twój czas, Twoje myśli, Twoją autonomię. Więc uciekasz w pracę. Perfekcjonizm staje się murem, który ma Cię chronić.

Wracam do siebie

To zdanie usłyszałam kiedyś w trakcie pracy i nie ukrywam, że bardzo mną wstrząsnęło, bo pojawiło się w kontekście stawiania zdrowych granic rodzicowi, po latach nadużyć, ale wytyczyło też potężny mur dla innych. Było jak: wracam do swojego centrum, do swojego bunkra, w którym jestem sam i dzięki temu jestem bezpieczny. Stało się jednocześnie ratunkiem przed rodzicem i pułapką przed miłością – wyrokiem samotności.
Czy zatem stawianie granic, przy takim obciążeniu musi więzić?
Jeśli zatrzymamy się na granicach i uznaniu, że to nasz bezpieczny azyl, to tak – granice postawione w ten sposób mogą nas uwięzić, ale nie musisz się na tym zatrzymać. Możesz pochylić się nad swoją historią i uznać co się stało, a potem odkryć siebie na nowo, z tym co w Tobie jest naprawdę Twoje, a co włożone zostało przez kogoś. Kiedy już wiesz, uchylasz drzwi tej twierdzy obronnej i zapraszasz do środka kogoś, kto potrafi uszanować Twoją przestrzeń.
Przestajesz się bać, że Cię zawłaszczy, że coś Ci zabierze, czy że Cię pożre.

Jeśli jesteś mamą…

Wiem, że ten tekst może dla niektórych zabrzmieć jako oskarżenie, więc na koniec chciałabym coś dodać.
Jestem  w stanie wyobrazić sobie, jak trudno (będąc rodzicem) wyważyć pewne proporcje. Mam też świadomość, że relacja z dzieckiem czasem potrafi być prostsza i dawać więcej natychmiastowej bliskości niż skomplikowana relacja z dorosłym partnerem. Zwłaszcza może być trudno, gdy ten partner jest nieobecny. Ale w wychowaniu ważne, żeby też czasem pewne rzeczy odpuszczać. Pozwolić dziecku po prostu poczuć, że jego świat jest oddzielny. Bo jeśli jest takie uczucie, że Wasze życie to głównie bycie „mamą dla syna/córki” – bez bycia partnerką dla kogoś dorosłego lub kobietą realizującą pasje, czy po prostu żyjącą też dla siebie, to jest to spory alert i trzeba się temu przyjrzeć. Bo to dziecko nie jest od tego, by nas dopełniać lub nadać sens życiu. Ono potrzebuje miejsca dla siebie, by móc kiedyś swobodnie wyfrunąć. Jeśli nauczy się je, że może być sobą – bez ciężaru naszych niespełnionych potrzeb, smutków i nadziei – w dorosłości nie będzie musiało uciekać przed bliskością, jak przed czyhającym na niego drapieżnikiem.

 

© 2026 Anna Policht-Książek. Wszystkie teksty na blogu są chronione prawem autorskim. Jeśli chcesz skorzystać z moich treści lub je zacytować, zapraszam do kontaktu.

 

Tagi: Anna Policht, Anna Policht-Książek, Psychologia blisko codzienności, Psycholog Kraków, psychologia relacji, psychologia bliskości, związki, budowanie więzi, perfekcjonizm, matka w życiu dziecka, powrót do siebie

 

Udostępnij

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

error: Content is protected !!