do tekst ofomo

Architekci własnego niepokoju.

Cisza w trybie offline

 

Letargiczny szum ulicy zza okna – słońce coraz niżej kładzie się cieniem na ścianie pokoju.
Zegar sennie wybija kolejne sekundy. Popołudnie dyskretnie wita się z wieczorem.

W fotelu ona – zanurzona w niebieskim świetle komórki.
Od kilku godzin skanuje wzrokiem oferty sklepów, newsy i posty, odpowiada na wiadomości w mediach społecznościowych.
Przepis na wartościowy obiad w 5 minut / Ultra kobieca sukienka na ekstra promocji.
Wiadomości: Hej! Co tak milczysz? / Obczaj to, luknij na tamto…
Powiadomienia, komunikaty: Nie zwlekaj! No dalej – jazda – kup teraz!
Rolki, artykuły, podcasty, oferty last minute.
Coraz szybciej, coraz więcej, coraz mniej czasu.
Coraz więcej porównań.

20:00, odkłada telefon z poczuciem pustki i niepokoju. 

Kiedy ostatnio byłam w jakimś fajnym miejscu? / Co osiągnęłam? / Nie stać mnie na Malediwy. / Może powinnam sobie coś poprawić (?)
Zamyślona zapomina całkiem, że nie jadła obiadu.
Zamawia coś na szybko, jedząc odpowiada na ostatnie wiadomości. 

Zostaje wieczorna rutyna, potem już tylko bliskość z poduszką, w niebieskiej poświacie ekranu.

Tak wygląda dzisiejsza rzeczywistość wielu osób, zresztą sama nie byłam lepsza.
W sumie to dlatego o tym piszę. 🙂 Chyba nikt tak do końca nie jest na to odporny.
O mnie w końcu upomniało się moje ciało – i to dość boleśnie, fundując mi przewlekłe bóle głowy.
Bo czym jest to magiczne FOMO, o które dziś tyle hałasu? Fear of missing out, to w najprostszym tłumaczeniu – chyba najbardziej popularny dzisiaj, lęk. Lęk przed pominięciem czegoś: wartościowego, nowego, istotnego dla nas lub u kogoś (na profilu), choć nie zawsze. Czasem to po prostu strach przed „niebyciem online” czy w zasięgu – takie złudne poczucie, że coś nam umknie lub stracimy szansę na coś. Tylko na co? No właśnie…
Warto czasem zatrzymać scrollujące palce, wziąć głębszy oddech i zapytać samą/samego siebie: Po co mi to? albo: Czy naprawdę tego potrzebuję? A jeśli tak, to do czego? Przecież nie muszę, a może nawet nie chcę być mistrzynią kuchni i robić wszystkiego. Może zatem te wszystkie protipy – choć często wartościowe – niekoniecznie są mi potrzebne? Może stanowią zwykły szum w moim życiu? Dobrze czasem przesiać nadmiar treści pytaniami. Bo czy faktycznie wykorzystasz to gdziekolwiek? Czy obszerna wiedza z zakresu geopolityki lub historii naprawdę zmieni Twoje życie, a może właśnie bardziej je unieszczęśliwi (?)…
Nie musimy wiedzieć wszystkiego o wszystkim i wszystkich, choć przekaz medialny mocno tym kusi, czyniąc z nas pokornych konsumentów dosłownie wszystkiego. 

Pamiętam jak kiedyś jedna osoba, w trakcie sesji powiedziała mi, że najbardziej cieszy się, że już nie musi słuchać podcastów leżąc na macie, czy nerwowo pilnować telefonu w trakcie spaceru z pieskiem. Że może po prostu relaksować się leżąc w ciszy, a jej pupil, odkąd przestała się spieszyć, przestał nerwowo spacerować.

Mimo, że w mojej pracy cisza jest narzędziem, które tak naprawdę pozwala mi usłyszeć drugiego człowieka, sama do niedawna, po pracy byłam otumaniona szumem powiadomień, zapraszających do ciągłej interakcji i czujności. Jeśli dodatkowo jesteś osobą, która jest kreatywna i lubi robić sporo różnych rzeczy, to wszystko jest niezwykle kuszące poznawczo i estetycznie, no i w tym cała pułapka, jak i sedno problemu.
Ja musiałam podjąć dość drastyczne kroki, bo czułam się fizycznie mocno przebodźcowana. Prawda jest też taka, że nie każdy z nas ma wysoką tolerancję na bodźce – im wrażliwszy układ nerwowy, tym w dzisiejszych realiach po prostu gorzej. Jeśli dodatkowo Twoja praca jest wymagająca czy mocno bodźcująca, tym bardziej dobrze jest zadbać o higienę swojego układu nerwowego.

Co zrobiłam żeby sobie pomóc?
Jako pierwszego usunęłam Facebooka, potem wypisałam się z większości niepotrzebnych subskrypcji. Sklepy, strony, newslettery, LinkedIn. Wyłączyłam powiadomienia push, bo miałam dość bycia nieustannie szturchaną w ramię: Ej, koleżanko, wejdź na ten artykuł / Zobacz to czy tamto / To może być dla ciebie wartościowe. Były też i lepsze: Hej piękna, luknij na tę promkę ;). Nie powiem, bywało to czasem miłe.
Tylko że nie kupowałam, nie czytałam, nie miałam nowych pomysłów i do tego ciągle bolała mnie głowa. 

Wystarczyły dwa tygodnie ciszy, by odzyskać sprawczość i by puścił niepokój. W głowie, zamiast ciągłego bólu wreszcie pojawiła się jakaś jasność.  Nagle wymyśliłam co chcę dalej ze sobą robić zawodowo, a z czego – bez żalu – zrezygnować. Nie było w tym cienia magii, tylko powrót do swojego głosu, który wreszcie miał szansę przebić się przez natłok cudzych myśli i złotych rad, które zwyczajnie go zagłuszały, powodując bolesny szum. 

Bo FOMO to w sumie trochę taki złodziej. Kradnie Ci czas i spokój, a przy tym paraliżuje decyzyjność, bombardując morzem opcji do wyboru.

Jeśli więc też czujesz się dziś przebodźcowany/-a, nie musisz robić tego, co ja. To były dość drastyczne kroki, ale ja nie widziałam dla siebie innej drogi do spokoju. Prawda jest taka, że cały czas pracuję nad utrzymaniem tego stanu w swojej głowie, bo dla niektórych z nas, to zawsze będzie zadanie długodystansowe.
Być może dla Ciebie jednak ten FB jest akurat ważny z różnych powodów, więc zamiast pozbywać się go, możesz np. usunąć powiadomienia push z nieistotnych aplikacji, czy wyciszyć telefon wychodząc na spacer.
Nie bój się, że coś stracisz.
Myślę, że raczej zyskasz. 🙂
Może trochę  przestrzeni na swobodną rozmowę z kimś, kto jest akurat obok, albo na spokojne obejrzenie filmu, bez przerywania sobie zerkaniem w telefon.
Co jeszcze możesz dostać w zamian za tę ciągłą, cyfrową obecność?
Tego Ci nie powiem, bo to Ty znasz siebie najlepiej, więc na pewno znajdziesz odpowiedź, gdy tylko wprowadzisz drobne zmiany.
Może to będzie miejsce na bycie po prostu w ciszy albo – tak jak u mnie – na poczucie w całym ciele dźwięków muzyki, której lubię słuchać i która mogła stać się w końcu holistycznym doświadczeniem, zamiast tłem do zadań w grafiku.
Na pewno na tym nie stracisz, a może w sumie dobrze żebyś coś stracił…
Z perspektywy tych kilku miesięcy mogę powiedzieć, że zupełnie nie żałuję, że już praktycznie nie zdarza mi się ten nieznośny ból głowy. 😉

© 2026 Anna Policht-Książek. Wszystkie teksty na blogu są chronione prawem autorskim. Jeśli chcesz skorzystać z moich treści lub je zacytować, zapraszam do kontaktu.

 

Tagi: Anna Policht, Anna Policht-Książek, Psychologia blisko codzienności, Psycholog Kraków, psychologia, FOMO, przebodźcowanie, szum medialny, cyfrowy niepokój, higiena cyfrowa, digital ditox, układ nerwowy, slow life

 

Udostępnij
error: Content is protected !!