waga slow

Zagubieni w narracji.

Ile ważą Twoje słowa?

 

Historia psychoterapii zaczęła się od rozmowy.
Kiedy Josef Breuer podjął się leczenia Anny O., medycyna tamtego okresu była bezradna w jej przypadku. Pacjentka cierpiała na paraliże i zaburzenia mowy, a jej ciało zdawało się krzyczeć o pomoc w języku, którego nikt nie rozumiał. Przełom nie nastąpił dzięki farmakologii i praktykom medycznym, ale dzięki przestrzeni na wypowiedzenie bólu. To, co zaczęło się jako kliniczny przypadek, stało się fundamentem wszystkich praktyk pomocowych, opartych na pracy ze słowem.

Słowa mają wielką moc – często znacznie większą, niż skłonni jesteśmy im przypisać. Potrafią nieść uzdrowienie i stać się zaczynem nadziei, ale potrafią też niszczyć z chirurgiczną precyzją. Ta sama treść, ubrana w inne sformułowania, może zaprosić do dialogu lub zamknąć przed nim drzwi na zawsze.
Ludwig Wittgenstein – jeden z najwybitniejszych filozofów języka, pisał, że „granice naszego języka wyznaczają granice naszego świata”. Słowa nie tylko opisują naszą rzeczywistość – one ją wręcz tworzą. To od nich zależy, czy szklanka, o której mówimy, będzie dla nas do połowy pełna czy pusta.

Moje podejście do psychologii jest nierozerwalnie związane z humanistycznym wykształceniem, dlatego słowa są dla mnie szczególnie ważne – nie tylko w gabinecie, ale i w życiu prywatnym. Jakość naszej komunikacji, to w dużej mierze jakość naszych relacji, a czasem wręcz nasze społeczne „być albo nie być”. 

Sam termin „słowo” wywodzi się od greckiego logos, oznaczającego spójność, sens i racjonalność. To właśnie te wartości powinny stać za każdym wypowiedzianym zdaniem. Niestety, rzeczywistość bywa inna – gdyby słowa zawsze niosły za sobą prawdę, gabinety psychologiczne nie tętniłyby życiem. I nie piszę tego z pozycji chłodnego autorytetu. Ten tekst dojrzewał we mnie dłuższą chwilę, bo sama – starając się używać słów z odpowiedzialnością – przez lata zakładałam, że inni kierują się podobną etyką. Nie raz dosłownie przeglądałam się w historiach moich pacjentów, widząc w nich odbicie tego samego mechanizmu, którego padłam ofiarą, wierząc cudzym deklaracjom, podczas gdy po drugiej stronie wiało pustką lub chęcią uzyskania chwilowej korzyści, bez względu na wagę obietnic.
Bo prawda jest taka, że możesz mieć w sobie ogromny szacunek do ciężaru gatunkowego słów, których używasz, ale inni mogą rzucać nimi bezrefleksyjnie lub kompulsywnie, traktując je jak przezroczyste dźwięki bez treści, a czasem – co gorsza – jak narzędzie manipulacji. Bywa, że ktoś mówi coś bez świadomości konsekwencji, a potem dziwi się rezonansowi, jaki wywołał. Znacznie częściej jednak spotykam osoby zwiedzione cudzą narracją, które zadają pytania:

Co on tak naprawdę miał na myśli?
Dlaczego powiedziała to w taki sposób?
Czy te słowa oznaczają, że jednak mu zależy?
Jak to możliwe, że wczoraj słyszałem coś zupełnie innego?

Czasem tygodniami analizuję z pacjentami słowa osób, których nigdy nie poznam – zazwyczaj są to nad wyraz elokwentne osoby… Widzę za to destrukcyjne ślady, jakie zostawia po sobie ta elokwencja: niepokój, puste przywiązanie, paraliż decyzyjny i powolną utratę wiary w drugiego człowieka. Przyjęcie do wiadomości, że pod pięknymi słowami nie ma żadnego fundamentu jest niezwykle trudne. Zwłaszcza jeśli z tych słów ktoś utkał wcześniej wspaniały obraz wspólnej przyszłości. Niektórzy na nadużywaniu słów budują całą swoją tożsamość, zostawiając za sobą pasmo nieszczęśników, którzy dali się zwieść ich narracji.
Wyzwolenie z tego bywa bardzo bolesne i zawsze zaczyna się od trudnej rewizji faktów:

Czy widzisz realny związek tych słów z czynami?
Jaka logika stoi za działaniami tej osoby, gdy milknie jej głos?
Ile z tych deklaracji kiedykolwiek znalazło pokrycie w faktach?
Jak długo już czekasz na spełnienie obietnic?

Jeśli ktoś tworzy ze słów zasłonę dymną, by uśpić Twoją czujność lub przekonać Cię, że to z Twoją percepcją jest coś nie tak, zaufaj swojej intuicji. Ona często podnosi alarm pierwsza – znacznie wcześniej niż intelekt. Ciało też potrafi ogłosić sprzeciw wobec fałszu, zanim my sami nazwiemy go kłamstwem. Mamy w sobie taki naturalny barometr, który ma nas chronić przed krzywdą, ale sprawnie użyte słowa potrafią go czasem oszukać. Dlatego tak ważna jest czujność na fakty i logikę. Warto też czasem pytać innych osób, jak widzą to, stojąc z boku, a jeśli zajdzie to za daleko, po prostu pójść po pomoc.
Jeśli ktoś Cię skrzywdził słowami możesz też przyjść do mnie. Wspominałam już, że znam to uczucie i mogę Ci pomóc wyjść z tego, werbalnego labiryntu, odzyskując swój własny głos i swoją opowieść. A może jesteś tym, kto właśnie nadużywa słów i masz z tego powodu kłopoty. Jeśli odważysz się przyjść i porozmawiać, być może wypracujemy styl komunikacji, który zachowa atrakcyjność, a nie będzie zostawiał po sobie ruin w cudzych sercach i głowach.

 

© 2026 Anna Policht-Książek. Wszystkie teksty na blogu są chronione prawem autorskim. Jeśli chcesz skorzystać z moich treści lub je zacytować, zapraszam do kontaktu.

 

Tagi: Anna Policht, Anna Policht-Książek, Psychologia blisko codzienności, Psycholog Kraków, psychologia, psychologia języka, odpowiedzialność za słowa, świadoma komunikacja, etyka werbalna, logos i emocje, prawda czynu, granice języka, higiena w słowach

Udostępnij
error: Content is protected !!